Jedzenie…

Jedzenie – temat rzeka.

Chciał nie chciał nie jest tak zróżnicowane jak w Europie. W Polsce możemy sobie jeść inna zupę co dziennie przez miesiąc. W Gruzji zupek w menu restauracyjnym jest 2-7. To i tak sporo jak wybieramy się na tygodnie. My byliśmy miesiąc – tutaj zaczęło się tęsknić za kapuśniakiem, barszczem

czerwonym czy klasycznym schabowym itd:). Wiele osób sugeruje się tripadvisorem itd, ale odradzam – dlaczego: Polska kuchnia jest bardzo dobra, nie oszukujmy się, wiemy co jest dobre a co bardzo dobre – każdy z nas zna miejsca i ludzi którzy dobrze karmią…i nie będzie im wstyd zaprowadzić tam znajomych którzy właśnie przyjechali do was coś zjeść na mieście. Pamiętajcie że w tripadvisorze wpisy robią głownie niemcy i anglicy, którzy to sprzedają kiszone ziemniaki i parówki w słoikach i się tym zachwycają. Nie mówię tutaj o perełkach typu Jamie Olivier, który robi piękne i smaczne potrawy. Mówie tutaj o statystycznym Johnie i Andreasie/Heldze którzy za bigos na Węgrzech płacą 10 euro za platikowy talerzyk i się tym zachwywacją…ot życie.


W większości barów / restauracji znajdziecie menu w języku angielskim – ot tutaj znowu mój kolega dedykowany temu blogowi Emzar – już pierwszego dnia postawił poprzeczkę tak wysoko że pozostałe 28 dni było tylko porównywaniem do tego co na początku. Dodam tylko nieśmiało – że jestem bardzo wybredny, umiem gotować potrawy z różnych części świata, kocham Polską kuchnię i doceniam świeżość składników ich połączenie, fakturę, zapach, wygląd…i to dostałem na pierwszej kolacji oraz w restauracji do której zabrał nas Emzar – dodatkiem były tam świeże roślinki – dużo kolendry kilku odmianowej itd…połączenie idealne, nie mówiąc już o świeżości i jakości pieczywa oraz doprawienia bakłażanów z orzechami itd. Powiem tak….. krótko a byłem w lokalach w gwiazdkami miechelin w Polsce i Niemczech…też u Gesslerowej – ale tutaj było mistrzostwo świata – bez rewolucji i gwiazdek…Porównacie smak kury tam i u nas EU:) sosy, przyprawy, zielenina – nie mam pytań.

Długa dygresja….wracając – nie mamy klucza jak siąść dobrze w restauracji żeby sie nie wbić kichę. Jedno wiem na pewno nie siadajcie w restauracjach gdzie sa naganiacze. Wiadomo. Przyznam ze wydałem około 2-3 tyś żeby testować ichnie restauracje. Myśle sobie….kurwwwa chcę zjeść tak jak z Emzarem a pierwsze dwa dni. Ni Ujjjjjjjjaaaaaa. Dziesiątki miejsc, restauracji, knajpek itd. i nic… jakość którą otrzymaliśmy przez pierwsze dwa dni była  niedościgniona, a tutaj po prostu kurrwa dawali nam kompromisowe żarcie, nijakie, imitacje 2ch pierwszych dni. Zastanawiałem się czy nie lepiej zjeść chaczapuri za 1 lari w kiosku – przynajmniej z serca:)

Leave a Reply